Wioska na drzewach (N.Polesie) 2013 – relacja Moniki

GOPR0635-e1372799436915[1]Siedzę sobie teraz w jednej z moich kawiarni sącząc przez słomkę sok pomarańczowy i zajadając aromatycznego croissanta. Uśmiecham się pod nosem myśląc o tym jak łatwo i szybko to wszystko samo wskoczyło  na mój stoliczek. Przed oczami mam jeszcze obraz sprzed kilku dni, gdy zaszyta gdzieś w lesie z zaciekawieniem przypatrywałam się jak grupa ludzi próbuje poprzez pocieranie patyczkiem oddzielić ziarna trawy od łupinek. Po co? A choćby po to, żeby potem z tych ziarenek zrobić mąkę. Pół dnia tarcia i otrzymaliśmy łyżeczkę ziarenek. Syzyfowa praca.

IMG_06575[1]Nie wyobrażam sobie jednak tego, że miało mnie tam nie być. Jak tylko dowiedziałam się, że TooleySurvival.pl organizuje „Wioskę na drzewach” zgłosiłam się jako uczestnik i pociągnęłam za sobą mojego ukochanego.  W pakowaniu doszliśmy już do perfekcji- zajęło nam to 30 sekund. Jak przy każdym wyjeździe z Łukaszem wszystko było owiane mgiełką tajemnicy, więc jak zwykle spakowaliśmy dużo za dużo, w myśl zasady przezorny zawsze ubezpieczony.

Na miejsce dotarliśmy w piątek koło 15:00. Szybkie oględziny pozostałych uczestników i już byłam pewna, że będzie ciekawie. I nie zawiodłam się. Każdy z nas wnosił coś zupełnie innego. Od prawników, przez archeologów po informatyków. Survivalowi maniacy i Ci zupełnie zieloni w tym temacie. Takie zróżnicowanie nie przeszkadzało w ogóle a wręcz odwrotnie- zaowocowało kreatywnością i świeżym spojrzeniem.

IMG_3241-e1372800011954[1]W błyskawicznym tempie udało nam się poskładać i powiesić na drzewach platformy. Pięły się jedna za drugą coraz wyżej i wyżej. Do tego dołączyło zadaszenie i hamaki, w których część z nas zdecydowała się spać. Cała ta misterna linowa  konstrukcja przywodziła na myśl pajęczynę z powklejanymi gdzieniegdzie muchami. Coś pięknego!

IMG_3227-e1372800255821[1]Gdy obozowisko było już rozbite mogliśmy przejść do zajęć praktycznych. I tutaj niespodzianka. Przez jeden weekend robiłam więcej dziwacznych rzeczy niż przez ostatnie pół roku. Brodziłam po bagnie przegryzając w między czasie kłącze pałki i listek pięciornika, przeprawiałam się mostem linowym, robiłam własny hamak,  próbowałam wody z bagna przefiltrowanej uprzednio przez trawę, piach, węgiel i banana, plotłam z trzciny designerską tackę, zjeżdżałam na linie z platformy, rozpalałam ogień nadmanganianem potasu i cukrem. Wszystko pod czujnym okiem profesjonalistów, którzy dbali o nasze zdrowie i bezpieczeństwo.

IMG_1071-e1372841551994[1]Wieczorami przychodził czas na odpoczynek. Gromadziliśmy się w miejscu, które zawsze nieodzownie jednoczy ludzi- przy ognisku. Łukasz prowadził wykłady tematyczne i wciągał nas w rozmowy o naszych doświadczeniach.

Gapiąc się w płomień i pilnując równocześnie suszących się nad ogniem butów nasuwała mi się jedna myśl: „wszystko co tu zrobiliśmy i co mamy zawdzięczamy naszej ciężkiej pracy.” Miałam tylko ochotę poklepać się sama po plecach i powiedzieć cicho: ”zuch dziewczyna!”.

Autor: Monika Lasek